Mural, który artysta stworzył w 2014 roku w Łodzi, w bardzo intrygujący sposób został wkomponowany w otaczającą go przestrzeń. Wyłaniający się zza liści Indianie wyglądają zza zielonych, jakby trochę powycinanych fragmentów lasu i podglądają co też tam dzieje się w mieście. Sprawiają wrażenie ludzi nie z tego świata, obcych na zatłoczonych ulicach oraz obnażonych przez dzisiejszą globalną cywilizację. Nunca w symboliczny sposób przedstawia korzenie tożsamości Brazylijczyków, krytykując tym samym niszczący wpływ globalizacji zarówno na Puszczę Amazońską jak i ludność, która wciąż tam mieszka. Nie da się jednak ukryć, że wydarzenia z rodzinnego kraju są dla artysty jedynie pretekstem do wypowiedzenia szerszego, antyglobalistycznego przesłania.
Aktywistów, podejmujących za pośrednictwem sztuki ulicznej ważne dla społeczeństwa tematy, jest wielu. W ostatnich latach na scenie street artu szczególnie zapisała się twórczość Elżbiety Dymnej, tworzącej pod pseudonimem NeSpoon. Jej murale zdobią mury i ściany wielu miast świata, a jej ulubionym motywem są koronki. „Kiedyś ich nie lubiłam, kojarzyły mi się z niemodnym wystrojem wnętrz, kurzem, targiem staroci. Jestem ceramikiem, a odciskanie koronek w glinie to jedna z najpopularniejszych metod zdobienia ceramiki na całym świecie. Pewnego dnia przyszło mi do głowy, że te harmonijne wzory są tak piękne, że nie potrzebują pretekstu, typu talerz czy kubek, by zaistnieć. Zaczęłam wykonywać w glinie odciski koronek, które nie służyły niczemu innemu, tylko zdobieniu. Przyklejałam je do ścian w mieście, żeby cieszyły oko przechodniów. Potem te koronkowe wzory zaczęły „wyświetlać” mi się w większej skali, na budynkach. Zaczęłam je więc malować jako murale” – opowiada o swojej sztuce artystka.
Skojarzenie z twórczością Magdaleny Abakanowicz jest czytelne. Kiedy artystka wymyśliła swoje abakany, rękoma i nogami broniła się przed nazywaniem jej sztuki rękodziełem. Bardzo zależało jej na tym, aby jej twórczość była klasyfikowana jako rzeźba; według wielu osób praca z tkaniną jest tą „gorszą” formą sztuki. Najwidoczniej NeSpoon uznała, że jest inaczej, tym samym udowadniając, że jest bardzo świadomą i samodzielną artystką.
Dyskurs historii sztuki przez stulecia był tworzony przez mężczyzn. Kobiety artystki nie miały możliwości jego współkreowania. To właśnie kobietom przypadało w udziale robienie koronek, a mężczyznom malowanie kobiet wykonujących koronki. Nawet w XXI wieku najsławniejsi badacze Vermeera (oczywiście mężczyźni) analizując jego sławny obraz Koronczarka, skupiają swoją uwagę głównie na geniuszu artysty, który potrafił w tak wspaniały sposób oddać skoncentrowanie człowieka na wykonywanej pracy, zupełnie pomijając fakt, iż praca ta była wykonywana przez kobietę.
Opowieść NeSpoon o tym, że pewnego dnia przyszło jej do głowy, że koronki są tak piękne, że nie potrzebują pretekstu użytkowego, by zaistnieć, uznać można za metaforę sytuacji kobiet w budowanym przez mężczyzn dyskursie historii sztuki. Przecież w każdym stuleciu wiele kobiet tworzyło wspaniałą sztukę, która z wielu powodów została uznana za „tę gorszą”, co w efekcie doprowadziło do jej częściowego zapomnienia. Na szczęście, dzięki przemianom o charakterze wręcz cywilizacyjnym i działalności wszystkich bez wyjątku artystek, w tym NeSpoon, sytuacja zmienia się na lepsze.
NeSpoon zapytana o to, czy wykorzystanie przez nią koronek może zwracać uwagę na niewidoczną pracę kobiet, odpowiedziała: „Tak, to typowo kobiecy motyw. W trakcie wielu podróży spotkałam zaledwie dwóch mężczyzn zajmujących się tym rzemiosłem i… setki kobiet. Kiedy maluję koronki w formie graffiti od razu wiadomo, że to ja. Wśród tysięcy grafficiarzy i street artowców na świecie nikt nie sięgnął po tak „babski” motyw”.
Artystka jest buntowniczką i to nie dlatego, że odnajduje się w sztuce ulicznej, tylko z powodu odwagi, z jaką porusza kwestie kobiecej pracy. W końcu jej koronki biją po oczach ze ścian budynków, a te z reguły są projektowane i budowane przez mężczyzn. Zawód architekta przez długie lata był zarezerwowany właśnie dla nich. W związku z tym koronki aż krzyczą: „Jesteśmy tu i dbamy o to, żeby nam wszystkim żyło się lepiej!”.
Zbudowany niejako na gruncie hamiltonowskiej reprezentacji popartu, street art jest narzędziem, którego aktywiści poszukiwali przez stulecia. Umożliwia szeroki komentarz społeczny, a komunikat jaki za sobą niesie ma wielu odbiorców. Aktywistyczny charakter sztuki ulicznej daje duże nadzieje na dostrzeżenie przeróżnego typu mniejszości i nierówności społecznych. Dlatego nie warto obawiać się stwierdzenia, że sztuka uliczna może realnie zmieniać świat.