zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Ważny głos polskiej artystki street artu

Uważa się, że street art i graffiti sięgają korzeniami lat 60. i szalonego rozkwitu popartu, kiedy sztuka zachłysnęła się kulturą popularną. Gdy przywołuje się popart, zazwyczaj kojarzy się on z Andym Warholem. Jednak nie każdy pamięta o tym, że popart był początkowo krytyką konsumpcjonizmu, a nie jego afirmacją. Parę lat przed sławnymi puszkami z zupą Campbella angielski artysta, Richard Hamilton, stworzył kolaż z wycinków gazet, zadając tym samym pytanie: Co sprawia, że nasze mieszkania są tak inne, tak pociągające?
Hamilton, korzystając ze zdjęć i ilustracji dostępnych w gazetach, zwrócił uwagę na panującą w tamtych czasach sytuację społeczną, którą uważał za niepokojącą. Chęć szybkiego bogacenia się i zalewanie przestrzeni miejskiej reklamami uznał za ogromne zagrożenie. Kiedy artysta wyjechał z Anglii do Stanów, jego czerpanie inspiracji z kultury popularnej do tworzenia sztuki (często w formie przestrogi) bardzo szybko zyskało popularność i zostało podchwycone przez wielu amerykańskich artystów. Co było dalej? Warholowskie serie bezemocjonalnych, wysokokontrastowych portretów znanych amerykańskich gwiazd i obrazy produktów.
Jeśli miałoby się doszukiwać korzeni graffiti i street artu w poparcie, to właśnie w tym nastawionym na aktywne i krytyczne podejście, jakie reprezentował Richard Hamilton.
Pomimo tego że graffiti jest bardzo indywidualną formą artystycznego wyrazu, a jego przesłanie często bywa rozumiane tylko przez członków konkretnej grupy społecznej, można się w nim dopatrzeć aktywnej ingerencji w tkankę miasta, ale również chęci zwrócenia uwagi na obecność w nim właśnie owej grupy. Ten sposób wyrazu dominuje wśród wielu mniejszości w dużych miastach. Z kolei street art potrafi być dużo bardziej krytyczny i znacznie częściej cechuje go aktywizm. Jeden z pierwszych kolektywów, który zapoczątkował sztukę uliczną, chciał w latach 80. zwrócić uwagę na kwestie zawłaszczenia sztuki przez prywatne galerie i instytucje. Była to grupa AVANT z Dolnego Manhattanu. Artyści dosłownie wynieśli swoją sztukę na ulicę. Przyklejając do ścian budynków namalowane wcześniej na papierze obrazy, stworzyli coś w rodzaju ulicznej galerii, do której każdy mógł wejść. Przeniesienie sztuki na ulicę było nie tylko jasnym manifestem sprzeciwu wobec polityki galerii i muzeów, ale również nowym sposobem wyrazu, podłapanym przez innych miejskich artystów.
Dziś najsławniejszym aktywistą działającym na gruncie sztuki ulicznej jest oczywiście Banksy. To jemu dzisiejszy street art zawdzięcza ogromne zainteresowanie. Artysta zapisał się w historii ze względu na fakt korzystania z szablonów, choć większą uwagę przykuł tym, że jego dzieła znajdują się w popularnych i tłumnie odwiedzanych miejscach (takich jak londyńskie zoo). Choć Banksy zapoczątkował ważny dyskurs, gdyż rozpoczął publiczne (i ciekawe wizualnie) szerzenie komunikatów antyglobalistycznych i pacyfistycznych, to można odnieść wrażenie, że znaczna część jego sztuki zaczęła przypominać działalność Warhola. Dobrym przykładem tego jest chociażby seria portretów hybrydy Kate Moss i Marilyn Monroe, stylistyką bezpośrednio nawiązująca do obrazów amerykańskiej ikony popartu. 
Wśród street artystów są także postacie, które czerpią inspiracje z innych źródeł, niż kultura popularna. Jednym z nich jest Nunca – brazylijski artysta, który deklaruje wyzwolenie z narzuconych kulturowych ograniczeń. Pretekstem, wykorzystanym przez niego do tworzenia sztuki, jest kultura Indian, wciąż zamieszkujących tereny Brazylii. W krótkim filmie dostępnym na YouTube, zrealizowanym przez Schirn Kunsthalle Frankfurt, Nunca opowiada kuratorce wystawy Caroline Koechlin o swojej twórczości: „Mam specyficzny sposób pracy (…). Moja metoda przypomina trochę prywatne doświadczenia antropologa, a widać je w jego tekstach, jego pracach. Zaczyna gromadzić kolekcje z wielu kultur, bez względu na to, czy owa kultura jest odizolowana czy nie. Widzę to w ten sposób: gdziekolwiek nie pojadę, każdy z kim rozmawiam i wszystko, czego uczę się na co dzień w różnych miejscach, jest naznaczone jakimś wpływem. Jestem tym bardzo poruszony, ponieważ to z faktu ludzkiego doświadczenia czerpię najwięcej inspiracji”.

Mural, który artysta stworzył w 2014 roku w Łodzi, w bardzo intrygujący sposób został wkomponowany w otaczającą go przestrzeń. Wyłaniający się zza liści Indianie wyglądają zza zielonych, jakby trochę powycinanych fragmentów lasu i podglądają co też tam dzieje się w mieście. Sprawiają wrażenie ludzi nie z tego świata, obcych na zatłoczonych ulicach oraz obnażonych przez dzisiejszą globalną cywilizację. Nunca w symboliczny sposób przedstawia korzenie tożsamości Brazylijczyków, krytykując tym samym niszczący wpływ globalizacji zarówno na Puszczę Amazońską jak i ludność, która wciąż tam mieszka. Nie da się jednak ukryć, że wydarzenia z rodzinnego kraju są dla artysty jedynie pretekstem do wypowiedzenia szerszego, antyglobalistycznego przesłania.
Aktywistów, podejmujących za pośrednictwem sztuki ulicznej ważne dla społeczeństwa tematy, jest wielu. W ostatnich latach na scenie street artu szczególnie zapisała się twórczość Elżbiety Dymnej, tworzącej pod pseudonimem NeSpoon. Jej murale zdobią mury i ściany wielu miast świata, a jej ulubionym motywem są koronki. „Kiedyś ich nie lubiłam, kojarzyły mi się z niemodnym wystrojem wnętrz, kurzem, targiem staroci. Jestem ceramikiem, a odciskanie koronek w glinie to jedna z najpopularniejszych metod zdobienia ceramiki na całym świecie. Pewnego dnia przyszło mi do głowy, że te harmonijne wzory są tak piękne, że nie potrzebują pretekstu, typu talerz czy kubek, by zaistnieć. Zaczęłam wykonywać w glinie odciski koronek, które nie służyły niczemu innemu, tylko zdobieniu. Przyklejałam je do ścian w mieście, żeby cieszyły oko przechodniów. Potem te koronkowe wzory zaczęły „wyświetlać” mi się w większej skali, na budynkach. Zaczęłam je więc malować jako murale” – opowiada o swojej sztuce artystka.
Skojarzenie z twórczością Magdaleny Abakanowicz jest czytelne. Kiedy artystka wymyśliła swoje abakany, rękoma i nogami broniła się przed nazywaniem jej sztuki rękodziełem. Bardzo zależało jej na tym, aby jej twórczość była klasyfikowana jako rzeźba; według wielu osób praca z tkaniną jest tą „gorszą” formą sztuki. Najwidoczniej NeSpoon uznała, że jest inaczej, tym samym udowadniając, że jest bardzo świadomą i samodzielną artystką. 
Dyskurs historii sztuki przez stulecia był tworzony przez mężczyzn. Kobiety artystki nie miały możliwości jego współkreowania. To właśnie kobietom przypadało w udziale robienie koronek, a mężczyznom malowanie kobiet wykonujących koronki. Nawet w XXI wieku najsławniejsi badacze Vermeera (oczywiście mężczyźni) analizując jego sławny obraz Koronczarka, skupiają swoją uwagę głównie na geniuszu artysty, który potrafił w tak wspaniały sposób oddać skoncentrowanie człowieka na wykonywanej pracy, zupełnie pomijając fakt, iż praca ta była wykonywana przez kobietę.
Opowieść NeSpoon o tym, że pewnego dnia przyszło jej do głowy, że koronki są tak piękne, że nie potrzebują pretekstu użytkowego, by zaistnieć, uznać można za metaforę sytuacji kobiet w budowanym przez mężczyzn dyskursie historii sztuki. Przecież w każdym stuleciu wiele kobiet tworzyło wspaniałą sztukę, która z wielu powodów została uznana za „tę gorszą”, co w efekcie doprowadziło do jej częściowego zapomnienia. Na szczęście, dzięki przemianom o charakterze wręcz cywilizacyjnym i działalności wszystkich bez wyjątku artystek, w tym NeSpoon, sytuacja zmienia się na lepsze.
NeSpoon zapytana o to, czy wykorzystanie przez nią koronek może zwracać uwagę na niewidoczną pracę kobiet, odpowiedziała: „Tak, to typowo kobiecy motyw. W trakcie wielu podróży spotkałam zaledwie dwóch mężczyzn zajmujących się tym rzemiosłem i… setki kobiet. Kiedy maluję koronki w formie graffiti od razu wiadomo, że to ja. Wśród tysięcy grafficiarzy i street artowców na świecie nikt nie sięgnął po tak „babski” motyw”.
Artystka jest buntowniczką i to nie dlatego, że odnajduje się w sztuce ulicznej, tylko z powodu odwagi, z jaką porusza kwestie kobiecej pracy. W końcu jej koronki biją po oczach ze ścian budynków, a te z reguły są projektowane i budowane przez mężczyzn. Zawód architekta przez długie lata był zarezerwowany właśnie dla nich. W związku z tym koronki aż krzyczą: „Jesteśmy tu i dbamy o to, żeby nam wszystkim żyło się lepiej!”.
Zbudowany niejako na gruncie hamiltonowskiej reprezentacji popartu, street art jest narzędziem, którego aktywiści poszukiwali przez stulecia. Umożliwia szeroki komentarz społeczny, a komunikat jaki za sobą niesie ma wielu odbiorców. Aktywistyczny charakter sztuki ulicznej daje duże nadzieje na dostrzeżenie przeróżnego typu mniejszości i nierówności społecznych. Dlatego nie warto obawiać się stwierdzenia, że sztuka uliczna może realnie zmieniać świat.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.