zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Trendy i owędy. Cyfrowe Trendy cz. 5

Dokument w Wordzie już otwarty, coś tam w głowie siedzi, ale bach: dźwięk mejla szybko każe przenieść się w inny wymiar i sprawdzić co to takiego. Może jeszcze przy okazji  szybki rzut oka na to, co się dzieje na Facebooku i odpływacie w niebyt. Jeśli jeszcze zadzwoni telefon i zdecydujecie się odebrać, mimo że to na pewno nic ważnego, jesteście pogrzebani i wszystkie terminy biorą w łeb. Fachowcy określają takie zachowania jako syndrom ADD – Attention Syndrome Disorder.

 

Naukowcy już zdążyli skrzętnie policzyć, że maksymalny czas skupienia wynosi obecnie trzy minuty! Inni określają to mianem FOMO – fear of missing out. Odkąd nasze życie wyraźnie opisuje trend dwuwymiarowości, czyli łączenia świata realnego z cyfrowym, strach przed tym, że coś ważnego nas ominie, staje się coraz większy i coraz bardziej paraliżujący. Czasami prowadzi do wielu absurdów. Opisują je często rysunkowe żarciki krążące po sieci: para uprawiająca seks za pomocą smartfonów; oboje w trakcie komentują swoje doznania za pomocą Facebooka, lubią przy tym wzajemnie swoje wpisy. Czy inny: mężczyzna na łożu śmierci, ale z laptopem na kolanach. Zapytany przez bliską mu osobę, jakie jest jego ostatnie życzenie, odpowiada – nie mogę teraz o tym mówić, właśnie piszę o tym na moim blogu! W „TrendBooku 2012” opublikowanym przez Natalię Hatalską – nawiasem mówiąc, za jego pobranie płaci się tweetem – ogłoszony został koniec świata. Media także karmiły nas informacjami  o rychłym kresie dziejów, ale w tym przypadku była to raczej wizja meteorów bombardujących naszą planetę czy też innego koszmarnego kataklizmu. U Hatalskiej koniec świata, opisany jako jeden z nadchodzących trendów, ma zupełnie inny wymiar, który można określić mianem cyfrowej apokalipsy. Otóż jesteśmy świadkiem rodzenia się zupełnie nowej ery. Do niedawna telewizory sterowane gestem, telefony reagujące na głos czy samochody z wbudowanym Wi-Fi oglądaliśmy w filmach science fiction. Dziś po prostu kupujemy je w sklepach. I przez to wszystko musimy nauczyć się funkcjonować na zupełnie innych obrotach, dzieląc swoje życie na realne i cyfrowe.


Dwuwymiarowość  człowieka
Dwuwymiarowość współczesnego człowieka wykorzystał Intel, tworząc stosunkowo niedawno niezwykłą aplikację Museum of Me. Dzięki niej porządkujemy swoje drugie wirtualne życie. Stajemy się kustoszem swojego własnego ja, które podzieliło się między dwa światy. Istnienie na granicy przełomów jest zwykle trudne. Można się spodziewać, że dla kolejnych pokoleń, od dziecka zbratanych z technologią, nie będzie to niczym niezwykłym, ale jak odnaleźć się w tej plątaninie, kiedy z jednej strony pamiętamy lekcje kaligrafii, a z drugiej strony łapiemy się na tym, że nic nie męczy nas bardziej niż ręczne nakreślenie kilku słów na papierze?
Przejście od kaligrafii do ekranu dotykowego na szczęście dla większości z nas to dobra zabawa i niezwykłe doświadczenie, któremu coraz częściej oddajemy się nie tylko bez strachu, ale z niekłamaną przyjemnością. Nowe technologie pozwalają nam bowiem poznawać otaczający nas świat w zupełnie nowy sposób. Dla odwiedzających siedzibę Parlamentu Europejskiego niezwykłym doświadczeniem jest nowa multimedialna wystawa Parlamentarium. Na niespotykaną dotąd skalę pokazuje codzienne życie mieszkańców 23 państw – członków UE. Prezentacja odbywa się za pomocą gigantycznych multimedialnych ekranów, a efekt obcowania z nimi jest zaskakujący. Czujemy się, jakbyśmy uczestniczyli w prawdziwych obradach Parlamentu Europejskiego, a „tunel głosów” pozwala nam zanurzyć się w całym europejskim dziedzictwie kulturowym, którego na pewno nie moglibyśmy doświadczyć aż tak intensywnie, zwyczajnie podróżując. Można zatem śmiało stwierdzić, że cyfryzacja, mimo że lubi nas rozpraszać, wyzwala w nas nowe pokłady wiedzy, energii oraz wrażeń. Wyzwala również nowe pokłady kreatywności.

Pokolenie Go
Technologia zmusza nas do szybszego życia, wprowadza dodatkowe bodźce, nakręca do myślenia. Czas się przystosować. Nie będą tego musiały robić nasze dzieci. Już teraz widok dwulatka z własnym tabletem, na którym ogląda bajki, nie jest może powszechny, ale się zdarza! Dla nas to jednak przełom i spore wyzwanie, ale można śmiało powiedzieć, że są grupy, którym bardzo sprawnie udaje się zaadaptować do jeszcze szybszych obrotów. O dziwo, coraz lepiej radzi sobie pokolenie niegdyś nazywane straconym. Dziś mówi się o nim – pokolenie Go! To właśnie oni, dotychczas najbardziej bezużyteczni i pozornie nieogarnięci na rynku pracy przedstawiciele dzisiejszych dwudziestolatków, nadają ekonomii nowy rytm. Bez stresu zakładają jednoosobowe firmy, łączą się na zasadach co-workingu i spędzają czas w niezwykłych biurach, które freelancerzy mogą wynajmować na godziny. Wiele takich miejsc to zresztą wyjątkowe perełki designu, a na ich widok gęsiej skórki dostałby niejeden prezes skostniałej korporacji. Loosecubes – bo taką angielską nazwę noszą miejsca wynajmowane na godziny przez freelancerów, którzy już nie chcą  gromadzić się w kawiarniach, ale przede wszystkim szukają wsparcia dla swoich pomysłów i idei wśród szerszej grupy, potrzebują wymiany myśli – to idealnie zaprojektowane przestrzenie. Z jednej strony pozwalają się skupić na swoich zajęciach, z drugiej stanowią doskonały poligon dla wymiany  biznesowych i społecznych doświadczeń start-upów.
Loosecubes Headquarters na Brooklynie oferuje namiot tym, którzy potrzebują odrobiny intymności. Można poczuć się jak na wakacjach, choć nie trzeba martwić się o Wi-Fi. SocietyM w Glasgow, którego hasło przewodnie to „Freedom To Work”, to z kolei wnętrze na miarę ekskluzywnego klubu dyskusyjnego. W tak zaaranżowanej przestrzeni muszą się rodzić dobre projekty! Pokolenie Go – jedno z najliczniej reprezentowanych w mediach społecznościowych, aktywnie w nich uczestnicząc, nauczyło się dzielić wiedzą, doświadczeniami i otwarcie wchodzić w nowe relacje zawodowe – także w realu. Nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy sądzą, że prowadzenie życia także w społecznościach jest tylko pożeraczem czasu.
Dzięki ogromnym możliwościom, jakie dają nam nowe narzędzia, mnóstwo projektów jest realizowanych z niespotykanym dotąd rozmachem. Jednym z nich jest największa na świecie iluminacja świetlna Klik Systems. Animowany do muzyki interaktywny pokaz świetlny obejmuje ponad 550 okien o długości 150 metrów. Jest to jednak wysoce ekologiczne rozwiązanie, gdyż energia w całości pochodzi ze słońca. Do jego zasilenia użyto baterii słonecznych umieszczonych na dachu budynku. Technologia nie wyklucza jednak ekologicznego nastawienia do otaczającego nas świata – wręcz przeciwnie. Popularność tego zjawiska nieustannie rośnie. Świadomość naszego wpływu na środowisko przejawia się w wielu ciekawych inicjatywach. Coraz chętniej dzielimy się np. przedmiotami. Re-commerce to trend, na który należy szeroko otworzyć oczy, bo dzięki niemu możemy w praktyce odnieść wiele korzyści. Dostępność internetowych technologii umożliwiających pozbycie się niechcianych rzeczy jest obecnie większa niż kiedykolwiek. I zatacza coraz szersze kręgi, bo nie dotyczy już tylko odsprzedaży takich dóbr jak samochód czy mieszkanie. Dotyczy dosłownie wszystkiego, co mamy, nawet doświadczeń czy umiejętności lub, tak jak w przypadku coachsurfingu, wymieniamy swoje mieszkania na wyjątkowe doznania wakacyjne.
Coraz bardziej bezinteresownej wymianie dóbr towarzyszy proces powstawania wcale nie byle jakich sklepów, które oferują używane niepotrzebne przedmioty dosłownie za tyle, ile jesteśmy w danej chwili skłonni za nie zapłacić. Takich wnętrz nie powstydziłby się żaden szanujący się butik. Weźmy Treasure & Bond. Ten mieszczący się na Broadwayu sklep ani trochę nie wygląda jak miejsce dla ubogich. W jego filozofię wpisane jest bowiem pomaganie innym, z wyobraźnią i stylowo. 
Zjawisku ponownego użycia dóbr towarzyszy także proces włączania przez marki do swojej strategii zasad odpowiedzialnego biznesu. Coraz częściej biorą one na siebie odpowiedzialność za recykling swoich produktów. Nike już od wielu lat prowadzi program Reuse-A-Shoe. Przez cały czas jego trwania zebrano 25 mln sztuk używanych butów tej marki. Po przetworzeniu uzyskiwany materiał, Nike Grid, wykorzystywany jest do produkcji nowych produktów. Podobnie sieć sklepów sportowych Decathlon – wprowadziła markę Trocathlon. Funkcjonuje ona tylko  jeden dzień w miesiącu, kiedy to skupowany jest stary sprzęt sportowy, w zamian za co można otrzymać bony zakupowe na nowe akcesoria. Zużyte przedmioty, rzecz jasna, idą do recyklingu.
Rosnąca świadomość naszego osobistego wpływu na losy świata jest wynikiem coraz skuteczniejszego i szybszego dzielenia się informacjami. Stajemy się konsumentami coraz bardziej odpowiedzialnymi, a skoro media społecznościowe i nasza powszechna obecność w internecie tak czy inaczej wpływają na ograniczenie naszej prywatności – dlaczego nie zrobić z tego użytku? W tym miejscu dochodzimy do jednego z najwyraźniej rysujących się obecnie trendów, jakim jest crowdsourcing.

 

Crowdsourcing – mądrość tłumów
Crowdsourcing to nic innego jak mądrość tłumów lub zbiorowa mądrość. Obecnie o tym zjawisku mówi się coraz częściej w odniesieniu do zbiorowego dzielenia się informacjami, także tymi subiektywnymi, związanymi z naszymi własnymi gustami oraz preferencjami. I jak się okazuje, dzięki temu możemy zmieniać świat na lepsze. Oczywiście nie brakuje również firm, które postanowiły skorzystać z mądrości tłumów. Nie należy jej przeceniać, ale kto wie lepiej, czego mu trzeba, niż konsument we własnej osobie? Skorzystał z tego choćby serwis iStock Photo – jeden z najbardziej popularnych światowych serwisów ze zdjęciami, który swego czasu zaprzestał oferowania zdjęć  pochodzących wyłącznie z wyspecjalizowanych agencji fotograficznych. Okazało się bowiem, że mnóstwo amatorów robi nie gorsze fotki. A do tego, dzięki swojej mobilności, bardzo różnorodne. Dopuszczenie ich do oficjalnych baz sprawiło, że iStock wyszedł z ofertą do zupełnie nowych klientów: tych, którzy szukają świetnej jakości, ale w bardzo korzystnej cenie.
Opowieść o cyfrowych trendach mogłaby w zasadzie nie mieć końca. I nie jest to już futurologia, lecz tu i teraz. Zapewne wkrótce wsparciem mogą okazać się okulary Google, za pomocą których sprawdzimy pogodę, wyglądając jedynie za okno; wykryjemy znajomego idącego ulicą czy ujrzymy niezbędne opcje – Alt+Ctrl+Delete! – które wyświetlą nam się przed oczami, reagując na głos. 


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.