zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Tom Dixon. Design

Designerem został przez przypadek. Rozpoczął wprawdzie naukę w Chelsea Art School, jednak szybko rzucił szkołę dla swej muzycznej pasji. Jako dwudziestolatek prowadził życie prawdziwego punka, nocami grając po klubach z zespołem Funkapolitan, a w dzień jeżdżąc na ulubionym motocyklu. To właśnie dzięki zainteresowaniu motoryzacją, Dixon nauczył się spawać i odkrył w sobie pasję tworzenia przedmiotów.

Początkowo swoje projekty wykonywał dla przyjemności, wykorzystując odpadki, znalezione na złomie czy w śmietnikach. Jego meble charakteryzowały się pewną surowością i nieco industrialnym urokiem, który trafiał w gust tamtej epoki. Wiele lat później jego przyjaciel powie, że Dixon bardziej dba o szkielet niż wykończenie swoich projektów. Nic dziwnego – kolejne meble jego pomysłu miały tak oryginalne kształty, że wiele z nich jest dziś uznawane za ikony designu. 

Niewątpliwy talent Toma Dixona zbiegł się w czasie z okresem zastoju w brytyjskim designie, młodego projektanta okrzyknięto więc szybko objawieniem i genialnym samoukiem. Jeszcze zanim skończył dwadzieścia pięć lat, stał się jednym z najbardziej popularnych awangardowych projektantów swojej epoki. Za swoje zasługi dla brytyjskiego designu został nawet odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Wraz ze sławą, Dixon zyskał wiele lukratywnych propozycji. Na przełomie wieków sprawował funkcję dyrektora artystycznego firmy Habitat, udało mu się także przywrócić świetność słynnej fińskiej firmie Artek, założonej jeszcze w 1934 roku przez samego Alvaro Aalto. Dziś Dixon skupia się na rozwoju własnej marki oraz poszukiwaniu coraz to nowych technologii i form wyrazu.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.