zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Michael Hutchence. I need you tonight

Historia jego życia to w dużej mierze historia kobiet, które w nim uczestniczyły, które je inspirowały, dopełniały, stając się przyjaciółkami, kochankami i muzami. Michael Hutchence uwielbiał kobiety, otaczał się nimi, ale jak mówi Helena Christensen, był wierny. 
Matka – ta pierwsza i zawsze dla mężczyzny najważniejsza. Patricia Hutchence, z domu Glassop, nosiła się jak modelka, uwielbiając być w centrum zainteresowania. Na licznych filmach wideo, które ukazują życie Hutcha sprawia wrażenie, jakby go onieśmielała. Z drugiej strony Michael twierdził, że to właśnie rodzicom zawdzięcza miłość do muzyki. W domu słuchało się r’n’b czy Serge’a Gainsbourga, którego twórczość pozostanie dla niego do końca życia jednym z ważnych punktów odniesienia. Ale małżeństwo państwa Hutchence nie było udane – uwielbiali prowadzić życie bon vivantów, a przyjście na świat dzieci je zakłóciło. Czy dali im to odczuć? Czy matka miała o to do syna mniej lub bardziej uświadomione pretensje? O tym, że, mówiąc delikatnie, nie była lojalna wobec swoich dzieci, świadczy fakt potajemnego i zaplanowanego w najdrobniejszych szczegółach wyjazdu do USA, o którym poinformowała Michaela, ale już młodszego syna nie. Skutkowało to wytworzeniem toksycznej relacji między braćmi, a także wpadnięciem na długie lata przez Rhetta w ciąg narkotykowy, z którego uratowało go dopiero małżeństwo i ojcostwo. Pierwsza kobieta nie dała poczucia bezpieczeństwa. 
Ale poznana w liceum Michelle Bennett stała się tą najważniejszą; jedyną, jak deklarował Michael, z którą wziąłby ślub. To dla niej napisze jedną z najpiękniejszych piosenek w historii muzyki: Never Tear Us Apart, to do niej zadzwoni w dniu śmierci, to ona pozostanie dla niego najważniejszą osobą w życiu – kochanką, partnerką, ale przede wszystkim przyjaciółką. Byli nierozłączni, kochali się szaleńczo, ale na ich związek cieniem położyła się rosnąca popularność zespołu, która już daleko wykraczała poza Australię. Sen o wspaniałej karierze się spełniał, ale ceną była utrata kontaktu z rzeczywistością. Dała o sobie znać ukrywana przed światem część duszy Hutchence’a, który, choć teksty jego piosenek o tym nie świadczyły, był silnie zanurzony w świecie ezoteryki, literatury i filozofii. „To czego doświadczamy, starczyłoby na wiele inkarnacji. Problem polega na zatrzymaniu jakiegoś punktu na tyle, by go zrozumieć. Tu jest trudność”. Po latach doda: „Tych osobowości jest kilka – jedna z nich udziela wywiadów”. 
Pod maską scenicznego zwierzęcia – porównania do Dave’a Gahana, Iggy’ego Popa, Jima Morrisona czy Micka Jaggera nasuwają się same – kryła się ultrawrażliwa, krucha dusza, łaknąca drugiego człowieka. I Need You Tonight – choć przez wielu słusznie uznawana za jedną z najbardziej erotycznych piosenek, otwarcie zapraszająca do seksualnego spotkania – ma jednak naddatek w postaci słów „bo nie mogę spać (…)/ Jak się czujesz?/Jestem samotny/Co sobie myślisz?/Nie mogę znieść tego wszystkiego/Co zamierzasz zrobić?/Będę żyć swoim własnym życiem.
…Bo nie chcę być sam, bo fatalnie znoszę opuszczenie, bo chcę czuć drugiego człowieka. I choć tak bardzo kocha Michelle, choć jest ona organicznym dopełnieniem, rozstaną się, gdyż poczuje, że niczego więcej nie może jej już dać. W tym pięknym hymnie Never Tear Us Apart padają słowa „nic nas nie rozdzieli”, a po latach Hutchence dopowie w jednym z wywiadów: „Czasem ludzie choć tak bardzo się kochają, po prostu nie mogą być razem”. 
A on nie umie być sam. Patrząc na linie przecinające ich drogi wcześniej, aż trudno uwierzyć, że spotkali się tak późno. Oboje mają już wtedy status supergwiazd w swoim kraju, ale ich sława wykracza daleko poza. Kylie Minogue ma image słodkiej niewinnej dziewczyny, i być może dlatego po wielu latach powie, że Hutchence był „jej złym chłopcem”, który jednak „pokazał jej świat”. „Chciał doświadczać wszystkiego: seksu, miłości, podróży, narkotyków, książek, filmów” – mówi w filmie dokumentalnym Mystify. Hutchence napisze dla niej Disappear, w którym da wyraz ogromu miłości, ale także lęków: Mówisz, że płaczę/Patrzę na to, co jest w telewizji/Ból, cierpienie/I walka aby być wolnym/Jesteś doskonała/Tracę zmysły/
I świat wydaje się znikać/Wszystkie problemy, wszystkie lęki/
I świat wydaje się znikać. „Nasz związek w dużej mierze opierał się na faksach z hotelu do hotelu” – powie gorzko Kylie, i choć na zachowanych taśmach wideo widać ich ogromne uczucie, Michael znów zachowa się tak, jakby odbijał się od własnych oczekiwań względem drugiej osoby. „Zastałam go płaczącego na czworakach na podłodze. Wiedziałam że to koniec”. 
Helenę Christensen „poznaje” przez wideo do piosenki Chrisa Isaaka Wicked Game i inicjuje poprzez managera ich spotkanie; pozostaną nierozłączni przez następnych pięć lat. W 1994 roku w Kopenhadze dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku, który wszystko zniszczy – uderzony w głowę przez niezrównoważonego psychicznie taksówkarza Hutchence krwawi z nosa i uszu, ale odmawia pozostania w szpitalu. Ma to katastrofalne skutki – po miesiącu okaże się, że ma pękniętą podstawę czaszki i na trwałe uszkodzone nerwy odpowiadające za smak i węch. Ten hedonista i sybaryta sensualnie odbierający świat zostaje tego na zawsze pozbawiony. 
Depresja czai się za plecami, z czasem zagarnie go na dobre. Związek z Christensen rozpada się, a Michael staje się wybuchowy i cierpi na galopującą zmianę nastrojów. Jest nie do zniesienia – w studio wszczyna awantury, by za chwilę zanieść się płaczem. Spotkana ponownie w 1995 roku Paula Yates, sama nieszczęśliwa w swoim małżeństwie z Bobem Geldofem, staje się dla niego światełkiem w tunelu. Hutch znów się uśmiecha, ba, snuje nawet plany powrotu do studia. Rodzi się córeczka Tiger Lily. To jednak za mało, by utrzymać go przy życiu. 22 listopada 1997 roku zostaje znaleziony w pokoju hotelowym w Sydney z pętlą na szyi. Szepce się o asfiksjofilii erotycznej, która miała być przyczyną śmierci, którą to plotkę powtarza z uporem sama Yates. Jednak Michelle Bennett zna prawdę. A po latach jest ona i naszym udziałem. 


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.