zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Kora. Lipstick on the glass

Fani Maanamu nigdy nie byli subkulturą, jak było to w przypadku Republiki, choć przecież tak jak ona zespół miał niepowtarzalny image i frapującą twórczość. To w ogóle ciekawy temat, które zespoły i dlaczego na polskim rynku doczekały się nie tyle słuchaczy, co wyznawców – jest ich dosłownie kilka. Maanam zaciekawiał. Sama nazwa zespołu była intrygująca – Maanam znaczy w języku perskim „kocham cię”. Ale równie ważne były teksty – niejednoznaczne, tajemnicze, wymykające się łatwym interpretacjom. Zespołowi od początku towarzyszyła artystowska aura. 
– Na początku Maanam był w niszy. PRL nie zauważał go przez 5 lat. Funkcjonował na marginesie PRL-owskiej muzyki, chociaż miał grono swoich fanów, którzy rozprowadzali o nim informacje pocztą pantoflową. To jednak na długo nie wystarczyło. Media milczały. Na szczęście fanów przybywało. Maanam dużo jeździł na koncerty z Maciejem Zembatym, który puszczał nowe piosenki w swojej audycji Zgryz w Trójce. Na samym początku to była bardzo artystyczna droga i nikt nie spodziewał się, że za jakiś czas przełoży się ona na sukces estradowy. Dopiero Opole sprawiło, że Maanam wybuchł z taką gigantyczną energią – mówił Kamil Sipowicz w jednym z wywiadów. A ludzi fascynowała odmienność zespołu na tle innych. Wyrazistość Kory w pełni objawia się podczas Opola 1980, gdy pojawia się na scenie śpiewając w Boskim Buenos o życiu, które dla Polaków w siermiężnym PRL było tylko do pomarzenia. Dodatkowo na tle królującego ówcześnie glamu – tapirowanych fryzur, brokatowych kreacji czy tęczowego makijażu, Olga Jackowska ubierała się niczym rzeźbiarka czy malarka, przeważnie na czarno, w legginsy w kropki, z wyrazistym makijażem i bardzo często zmienianą fryzurą. Muzyka zespołu od początku koncentrowała się na intymności przekazu, Kora śpiewała w pierwszej osobie, nadając tekstowi charakter monologu czy dialogu z ukochaną osobą. – W moich piosenkach nigdy nie dzieje się nic na jeden temat. Śpiewałam, że stoję, a unikałam tego stania i wolałam pozbierać mlecze na łące i zrobić sobie sałatę, niż stać w kolejce. Nie stałam nigdy po karpia, wolałam go nie mieć – mówiła w jednym z wywiadów. W innym dodawała: – Rock’ n’roll w tych pierwszych latach 80. był przejawem odwagi i wolności i tak myśmy się też kojarzyli – jako bezkompromisowi, którzy mają odwagę być takimi jakimi są. I to właśnie ta odwaga stanowi o odrębności zarówno Kory jak i zespołu. W wydanej na początku lat 90. autobiografii Podwójna linia życia jak żaden wcześniej rodzimy artysta Kora skrytykowała Kościół katolicki, bezpośrednio odnosząc się do swoich bolesnych wspomnień z pobytu w domu dziecka, prowadzonego przez siostry zakonne. Można wręcz powiedzieć, że to właśnie Kora przetarła szlak i otworzyła drogę do publicznego dyskursu na ten temat. Jawne, szczere i prawdziwe mówienie o doświadczonym molestowaniu seksualnym pomogło wielu ofiarom. – W sierocińcu, dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie byłam poddawana takiej opresji, jakiej nie powinien być poddawany żaden człowiek, a zwłaszcza dziecko. Nikt mi nie udowodni, że dwóch kochających się gejów nie dałoby mi miłości, której tak mi brakowało. I akceptacji. I poczucia, że jestem wartościowym człowiekiem, na którym komuś zależy – opowiadała.
Na scenie liryczna i romantyczna, w życiu publicznym dała się poznać jako skandalistka, a w zasadzie bardzo chciano ją taką widzieć, zwłaszcza na tle miałkości i nijakości polskiego show-businessu. Kiedy w 2012 roku wybuchła afera z paczką z marihuaną adresowaną na Ramonę – jej ukochaną suczkę, z którą praktycznie się nie rozstaje – w jej obronie stanął prezydent Kwaśniewski, udzielając wraz z nią wywiadu Newsweekowi, a jej partner, Kamil Sipowicz napisał książkę w jej obronie. Dziś, gdy weszła w życie długo oczekiwana ustawa o zalegalizowaniu marihuany w celach leczniczych, wydaje się że ówczesna postawa piosenkarki, która od początku mówiła, że jest to wyłącznie jej prywatna sprawa, wydatnie pomogła w budowaniu świadomości społecznej. I pomogła również w przypadku ciężkiej choroby, która niedawno ją dotknęła – na każdym przejawie życia osobistego Kora jest bardzo szczera, co wydaje się być jedną z dominujących cech jej osobowości. Dzięki nagłaśnianiu kwestii braku dostępu do leku, który powinien być objęty refundacją, udało się przekonać ministra zdrowia do wpisania go na tę listę. Tak, to naprawdę podwójna linia życia.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.