zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Ferrucci Laviani. Good Vibrations

Początki kariery urodzonego w 1960 roku we włoskiej Cremonie Ferruccio Lavianiego zbiegły się z przełomem w podejściu do projektowania przemysłowego. Na początku lat 80. na scenę światowego designu wkraczał bowiem awangardowy zespół projektantów, znany jako Grupa Memphis. Proponowane przez nich jaskrawe barwy, błyszczące powierzchnie i odważne kształty wyróżniały się na tle mebli poprzednich dziesięcioleci. Nic dziwnego, że młody, obiecujący absolwent Politechniki Mediolańskiej, który już podczas studiów zwracał na siebie uwagę producentów, z łatwością znalazł wspólny język z traktującymi projektowanie jako zabawę designerami z Memphis. Współpraca z doświadczonymi kolegami, takimi jak Michele De Lucchi czy Ettore Sottsass, pozwoliła mu nie tylko rozwinąć twórcze idee, ale także zaistnieć w świecie designu. Wkrótce po dołączeniu do zespołu, Laviani wziął udział w przygotowaniu kolekcji projektów Memphis 12 Newcomers, a następnie kolekcji Living on Earth. Choć pięć lat później projektant wystąpił z grupy i założył własne biuro projektowe, inspiracje stylem Memphis widoczne są w jego twórczości do dziś. Można je zauważyć zwłaszcza w jego fascynacji tworzywami sztucznymi i jaskrawymi barwami. Przykładem niech będą jego słynne lampy. Orbital, Take czy FL/Y są efektem zabawy designera z kolorowymi materiałami i światłem, natomiast Bourgie wpisuje się w trend łączenia historycznych stylów meblarstwa z nowoczesnymi materiałami. Podobną konwencję designer przyjął w jednym ze swoich najnowszych projektów, kolekcji F* the classics!, w której znalazły się między innymi „niekompletna” komoda (w)Hole czy stanowiąca połączenie różnych stylów kolekcja kanap Collage.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.