Przed wejściem do Southern California Institute of Architecture w Los Angeles stoi grupka studentów. Najwyższy z nich, szczupły Latynos z nieodłączną deskorolką, ma na sobie koszulkę z napisem ,,Architektura potrzebuje wrogów” oraz inicjałami EOM. Tak w środowisku architektonicznym nazywa się Erica Owena Mossa, autora przewrotnego cytatu i dziekana awangardowej uczelni SCI-Arc. Za ,,wrogów” w procesie tworzenia uważa on wszelakie przeciwności, które ostatecznie prowadzą do postępu w architekturze.
Studenci reagują na niego dwojako – nerwowym drżeniem kolan lub graniczącym z fanatyzmem uwielbieniem. Postrach leni i malkontentów, nie waha się wytknąć braku przygotowania, estetyki czy zwyczajnie – zdolności. Surowy i wymagający nauczyciel, niejednego studenta doprowadził do płaczu. Jednocześnie jak nikt inny potrafi dostrzec talent i bez pudła przewidzieć, czy ktoś powinien kontynuować naukę, a może jak najszybciej zmienić kierunek studiów. W poszukiwaniu oryginalnej formy z zapałem rozrywa papierowe makiety i kosztowne modele z drukarek 3D. Gdy Moss stawiał pierwsze kroki w branży, architektura i technologia nie szły w parze, ale młodzi designerzy zmagali się z podobnymi problemami – brakiem pieniędzy, doświadczenia i kontaktów.
Eric Owen Moss urodził się w 1943 roku w Los Angeles. Jego matka przyjaźniła się z Richardem Neutrą, jednym z najważniejszych amerykańskich modernistów. To niezwykłe towarzystwo zainspirowało młodego Erica do podjęcia studiów architektonicznych kolejno na Berkeley i na Uniwersytecie Harvarda, gdzie potem sam wykładał. Nigdy nie opuścił na dobre środowiska akademickiego, prowadząc zajęcia najpierw na wiedeńskiej Akademii Sztuki, później w Kopenhadzie, a ostatecznie wracając do Los Angeles i obejmując stanowisko dziekana SCI-Arc. W 1973 roku otworzył swoją własną pracownię, za miejsce wybierając sobie tanie i mało popularne sąsiedztwo Culver City. Ta nie do końca świadoma decyzja ostatecznie doprowadziła do przełomu w jego karierze.
Culver City, położone pomiędzy biznesowo-artystycznym Downtown, a plażowym wybrzeżem Santa Monica, skupia dzisiaj młodych designerów, studentów i artystów. Zaraz po II Wojnie Światowej mieściło się tu zaplecze przemysłu filmowego. W części industrialnej, tak zwanym Hayden Tract, wyprodukowano rekwizyty i dekoracje do Czarnoksiężnika z Krainy Oz, umiejscawiając Culver City na filmowej mapie Los Angeles. Ale pod koniec lat 70. większość produkcji przeniosła się do Chin, a obszerne hangary zaczęły podupadać powoli przekształcając się w przyczółek narkomanów i nielegalnych imigrantów. Na początku lat 80. okolicą zainteresował się Frederick Samitaur Smith. Niegdyś uczeń samego Pabla Picassa, dzisiaj zamożny przedsiębiorca i filantrop, Smith uosabiał rzadkie połączenie artysty i biznesmena. Do rewitalizacji Culver City potrzebował odważnego architekta, który nie miał nic do stracenia. Wszak pomysł samodzielnego przekształcenia całej dzielnicy w centrum biznesu i rozrywki wydawał się szaleństwem. Nawet Samitaur Smith nie miał tyle pieniędzy.
Ale już w 1988 roku rozpoczęły się plany przebudowy Culver City. Pierwszym ważnym przedsięwzięciem był Umbrella Project. Początkowo zaprojektowany na użytek orkiestry filharmonicznej, budynek miał mieścić w sobie sale prób i występów. W końcowej fazie projektu filharmonia zrezygnowała z przeprowadzki, pozostawiając zarówno inwestora, jak i architekta bez najemcy. EOM pospiesznie przemianował wnętrza na biura typu ,,collaborative”, jednocześnie pozostawiając najważniejszy element – podobne do parasola szklane zadaszenie na rogu budynku. To właśnie Umbrella na wiele lat stała się wizytówką EOM. Dynamiczne przestrzenie zaczęły przyciągać uwagę najemców, pozwalając na sfinansowanie kolejnych budynków. Niedługo potem Moss i Smith rozpoczęli pracę nad Samitaur Tower – punktem widokowym ulokowanym naprzeciwko linii metra, który wieczorem świeci niczym lampion, a w dzień pozwala oglądać Los Angeles z lotu ptaka.
Później przyszedł czas na Stealth – biurowiec o ukośnym dachu o kształcie samolotu bojowego i Waffle – falującą strukturę o elewacji ze stalowych piór. Wszystkie projekty Mossa to mariaż postmodernizmu i dekonstruktywizmu. Krytycy architektury często określają jego architekturę jako ,,niestabilną”, lub ,,pozostającą w ruchu”.
Podobnie dynamiczny jest ostatni projekt Mossa – Pterodaktyl. Tworzy go dziewięć metalicznych boxów, które połączone ze sobą w pozornie przypadkowej kompozycji rozpościerają się nad czteropiętrowym parkingiem. W środku mieszczą się biura na otwartym planie. Całość wygląda wręcz organicznie, jak gdyby nowa struktura wyrosła z dnia na dzień na dachu istniejącego budynku. To piękne zwieńczenie planu urbanistycznego Culver City i pełnej wybojów kariery Mossa. Wybuchowy charakter i chęć ciągłej polemiki sprawiły, że pomimo talentu, nigdy nie zaprojektował nic dla szerszej publiczności. Budynki użyteczności publicznej wymagają od architekta dobrych stosunków z władzami miasta, co dla kąpanego w gorącej wodzie Kalifornijczyka wydaje się zbyt wielkim trudem.
Thom Mayne, laureat Nagrody Priztkera, a prywatnie przyjaciel Mossa mówi, że wybuchowy charakter EOM kosztował go wiele znaczących projektów. W związku z nieustającym upodobaniem do wszczynania intelektualnych sporów, Mayne nadał mu przezwisko Gladiator.
Moss również lubi się wypowiadać na temat swojej przyjaźni z Thomem Mayne’m i Frankiem Gehrym, tego ostatniego nazywając po prostu ,,Frankie”. Rzeczywiście, trzech tytanów amerykańskiego dekonstruktywizmu spotyka się często zarówno na gruncie towarzyskim, jak i oficjalnie, dyskutując o zagadnieniach z pogranicza architektury i filozofii. W przeciwieństwie do swoich utytułowanych sąsiadów, Moss nigdy nie osiągnął finansowego sukcesu na skalę stararchitekta. W 2003 roku jego pracownia wygrała konkurs na Teatr Mariinsky w Petersburgu, ale projekt nie został zrealizowany, grzebiąc nadzieje na zaistnienie poza granicami kraju. Ale Moss nie ustaje w poszukiwaniach nowych wyznań i szalonych inwestorów poza Los Angeles, a przede wszystkim nigdy nie przestaje ekscytować się nowymi projektami. Here it comes, baby, mówi za każdym razem na widok rozkopanego placu budowy, który dla architekta jest przecież widokiem niezwykle obiecującym.