zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Elton John

Przejawiający już od najmłodszych lat niezwykły talent muzyczny Reginald Kenneth Dwight, jest dziś jedną z najbardziej charakterystycznych postaci show-biznesu, i to nie tylko na rodzimych Wyspach. Paradoksalnie jest też artystą niezbyt znanym z twórczych dokonań, przyćmionych przez ekscentryczny tryb życia


Na pianinie nauczył się grać jako dwulatek. Mało który artysta może pochwalić się blisko 300 milionami sprzedanych płyt. Ale to tylko cyfry. Szerokiej, naprawdę szerokiej publiczności, Elton John znany jest co prawda jako geniusz, ale także kapryśny dziwak, kolekcjoner okularów – ma ich kilkanaście tysięcy par – człowiek, który, owszem, skomponował jedną z najpiękniejszych piosenek wszech czasów Candle In the Wind, ale także nieobliczalnie prowokował. Gdyby zapytać kogolwiek o tytuły które stworzył, wśród odpowiedzi pojawiłyby się tylko te najbardziej oczywiste – oprócz wspomnianej Candle In the Wind, są to Blue Eyes, Crocodile Rock, I’m Still Standing czy Sacrifice. Czy umieszczenie siebie na głównym planie, i traktowanie sztuki jako swego rodzaju dodatku, nie powoduje upadku artysty? Czy Elton John to muzyk czy raczej perfomer, w pejoratywnym tego słowa znaczeniu? Czy geniusz, który na scenie przebierał się za Elvisa, Mozarta i Króla Słońce, nie grzebie tym samym swojej spuścizny na wieczne zapomnienie? Ale to już było! Dziś Elton to stateczny biznesmen, wyleczony z uzależnień tryskający zdrowiem i optymizmem i żądający za godzinny koncert 3 milionów €.
By móc kupić kolejną parę odjechanych ciuchów do swojej kolekcji. Kto bogatemu zabroni? 
Rodzina nie była dla Eltona wielkim wsparciem. Ojciec chciał, aby został bankierem, matka choć go kochała, nie umiała tego dostatecznie okazać. Na domiar złego wyśmiewany z powodu nadwagi i nieśmiałości przez rówieśników, stracił pewność siebie. Od kiedy odkrył że umie komponować, znalazł cel i sens w muzyce. Na sukces jednak musiał długo czekać. Przyszedł on z początkiem lat 70., które wyjątkowo przychylnym okiem patrzyły na wszelkiego rodzaju nakładanie masek i kreowanie siebie od nowa, często jako fantastycznych postaci. To dla Eltona czas przebieranek i ekshibicjonistycznych wojaży po estradach świata. Czasem nie wiadomo było, czy ważniejsza jest muzyka i jej sens, który Elton chce przekazać, czy może on sam. Barokowy przepych i lejący się strumieniami ze sceny kicz, nie przyłumiły nigdy jego geniuszu i swobody komponowania. Elton jest przykładem tego, że przeciwności losu potrafią przywieść człowieka do celu, ale demony przeszłości w postaci kompleksu niższości czy niskiej samooceny też robią swoje. – Okres, w którym brokat, maskarada i odlot, stały się moim nieodłącznym atrybutem, ma swe osobiste, niemalże psychologiczne uzasadnienie. Jako dzieciak byłem brzydki i gruby. Nieważne, co na siebie wkładałem, wszystko wyglądało okropnie. Lata 70. były dla mnie okazją do swoistego buntu przeciw tym traumatycznym i frustrującym doświadczeniom dzieciństwa – powiedział w jednym z wywiadów. 
Elton przez długi czas ukrywał swoją orientację seksualną. To matka wymogła na nim, by wziął ślub z kobietą, kiedy w połowie lat 70. ogłosił publicznie, że jest biseksualny. Sztucznie dobrane małżeństwo z Renate Blauel, choć nie zabrakło w nim obopólnego szacunku, rozpadło się, i po czterech latach Elton znów mógł wieść życie, które odpowiadało mu najbardziej – kolorowego rajskiego ptaka, uwielbiającego zwracać na siebie uwagę i być stale w centrum zainteresowania. To z tego okresu (1983 rok) pochodzi bardzo odważne na ówczesne czasy wideo do piosenki I’m Still Standing, do dziś zachwycające przede wszystkim układami choreograficznymi, komentującymi tekst piosenki. To tam Elton ukazuje swoją prawdziwą, wyzwoloną naturę wiecznego dziecka, dandysa, poważnego i jednocześnie nie traktującego życia zupełnie serio artysty, który pokochał hedonistyczne lata 80. Takie też było jego realne życie – zawsze uwielbiał jego wystawny tryb, szaleństwo zakupów, które swego czasu omal nie doprowadziło go do bankructwa. Słynne były wydawane przez niego w latach 80. przyjęcia, na których kokaina, szampan, kawior i bóg wie co jeszcze lały się strumieniami. W tych szalonych czasach potrafił wydać pół miliona funtów rocznie na zakup samych tylko kwiatów. A skoro o kwiatach mowa, podczas swego pierwszego pobytu w Polsce w 1984 roku, by uhonorować Lecha Wałęsę, posłał po niego samochód, by dostarczył go na koncert w katowickim Spodku i wręczył mu ogromny bukiet. 
W chwili poznania, a potem poślubienia w 2005 roku Davida Furnisha, Elton ustatkował się. Momentem zwrotnym w życiu były dla niego odejścia bliskich i osób które podziwiał – Gianniego Versace, Lady Diany, Michaela Jacksona i chorego na AIDS Ryana White’a, którego heroiczna walka z chorobą stała się asumptem do założenia w 1992 roku Elton John AIDS Fundation, wspomagającej chore na AIDS dzieci oraz ich rodziców. Z kolei terapia, której poddał się w 1990 roku spowodowała, że wyleczył się z uzależenień, a także po raz pierwszy publicznie potwierdził, że jest gejem. Jednocześnie, jakby bojąc się ostatecznego zaszufladkowania deklaruje, że nie znosi kiedy określa się go tym mianem. – To takie niezdrowe. Niestety o gejach krążą w społeczeństwie stereotypy, utrwalane głównie dzięki mediom, które pokazują gejów głównie na paradach. Osobiście nie znam żadnych facetów, którzy wsadzają sobie w d… kolorowe pióra – powiedział kiedyś. Społeczność zaszokował występem z Eminemem, otwarcie głoszącym homofobiczne poglądy. Co ciekawe, jeden i drugi już po fakcie oświadczyli, że nie mieli pojęcia o wzajemnych preferencjach i przekonaniach...
W 2001 spełniło się jedno z największych marzeń Eltona – wraz z Davidem Furnishem jako jeden z pierwszych związków homoseksualnych doczekali się urodzonego przez surogatkę potomka. Kolejny raz Elton rzucił wyzwanie stróżom moralności. Ale czy ojciec chrzestny Seana Lennona, Romeo i Brooklyna Beckhamów oraz właściciel jednej z najbardziej imponujących kolekcji sztuki, powiedział już ostatnie słowo? 
 


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.