zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Édouard Boubat

Jakkolwiek w tych słowach pobrzmiewają złość i irytacja, tak Édouard Boubat po prostu chciał robić piękne zdjęcia. Śmiało nazwać można go malarzem wśród fotografów. Jego styl cechuje poetyckość, a naciśnięta w odpowiednim momencie migawka aparatu wyczarowuje dodatkowo miękkość światła, pełniącego w jego zdjęciach niebagatelną rolę. I jakkolwiek rozpowszechnione o nim twierdzenie „humanista wśród fotografów” może być krzywdzące dla innych, tak nie sposób się z tymi słowami nie zgodzić. Boubat nie jest fotografem-reporterem. Nie jest też społecznikiem zaangażowanym w poprawę świata. Ten subtelny portrecista zainteresowany przede wszystkim człowiekiem stara się uchwycić nie tyle charakter czy osobowość portretowanych, co ich ogólny nastrój, który już po chwili może się przecież zmienić. Z tego też względu jego zdjęcia przypominają impresjonistyczne migawki z nietrwałego świata. 

Bardzo szybko został doceniony – fotografować zaczął dopiero po II wojnie światowej, by w 1947 roku zostać laureatem prestiżowej Nagrody Kodaka. Kiedyś powiedział: Kiedy słuchasz Mozarta jesteś Mozartem. Przypominam sobie jeden z jego listów, w którym napisał: Tolerowałem tylko te momenty mojego życia, które spędzałem na komponowaniu. Wątpił, głodował, ale kiedy komponował był więcej niż Mozartem, był w innym stanie. To też mój sekret. Upaja się możliwością uchwycenia jak najpiękniejszej, najbardziej romantycznej chwili. Fotografuje najczęściej statycznie, jednak unika przy tym przewidywalności i nudy. Jego modele, często dzieci, nie czują skrępowania, ale też wyraźnie otwierają się przed obiektywem, chcąc być jednak uchwyconymi jak najpiękniej. Chris Niedenthal powiedział kiedyś, że nigdy nie złamał zasady naruszenia prywatności osoby fotografowanej. W jego przypadku oznaczało to uzyskanie zgody na zdjęcie. Édouard Boubat wydaje się nie tylko tę zgodę uzyskiwał, ale także zamieniał ją w intymną rozmowę. 


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.