Ben van Berkel, Caroline Bos i pozostali architekci z UNStudio pracują nad projektami wartymi miliony euro, ale do pracy dojeżdżają na rowerach, a na ostatnie piętro biura wspinają się po stromych schodach. Holenderscy architekci zachęcają swoich pracowników, aby rozmawiali ze sobą, wymieniali pomysły oraz… pozostawali w dobrej formie.
Podczas ostatniego wystąpienia Bena van Berkela w Los Angeles sala pęka w szwach. W pierwszym rzędzie siedzą Frank O. Gehry i reszta kalifornijskiej śmietanki architektonicznej. Eric Owen Moss we wstępie do wykładu opowiada anegdotę o spektaklu ,,Groosland”, w którym grupa pulchnych tancerzy wykonuje skomplikowaną choreografię, a ich waga w ogóle nie wpływa na sprawność ruchów. Porównanie architektury UNStudio do otyłej baleriny wydaje się przesadą, ale holenderscy architekci faktycznie specjalizują się w projektach trudnych i ciężkich, jak stacje kolejowe, terminale lotnicze i mosty. Szukają lekkości i ruchu w tematach, które wielu projektantów zwyczajnie omija.
Caroline Bos, która początkowo nie zajmowała się projektowaniem, jest jedną z niewielu kobiet o tak wysokiej pozycji w świecie architektury. Z wykształcenia historyk sztuki i urbanistka, dzisiaj uczy na Uniwersytecie Harvarda i nadzoruje liczne publikacje UNStudio. Drobna, o dziewczęcej urodzie i delikatnym głosie, nie wygląda na kogoś, kto ma na koncie 70 ukończonych budynków w 23 różnych państwach i kolejne w trakcie budowy. Często pytana o klucz do sukcesu, odpowiada, że nie ma pojęcia, a UNStudio pomogły sprzyjające okoliczności.
Rzeczywiście, przez ostatnie 20 lat architektura Holandii rozwijała się w ekspresowym tempie, zmieniając obrzeża Amsterdamu w enklawy współczesnego designu i budownictwa. Rząd chętnie udzielał dotacji na rzecz bibliotek i teatrów, a deweloperzy byli skłonni inwestować w awangardę. Z tego okresu pochodzą most Erasmusa w Rotterdamie, teatr w Lelystad i kolorowy biurowiec w Almere. Van Berkel zauważa, że chociaż Holandia pozostaje jedną z najprężniejszych gospodarek w Europie, to na rynku zapanowała stagnacja i nieufność. Wspomina czasy sprzed kryzysu, kiedy rozmowa z klientem odbywała się w cztery oczy, a przeciętny budżet był bardziej przychylny dla ambitnych architektów. Dzisiaj inwestorzy przychodzą na spotkania z armią prawników i doradców, a pierwsze pytanie zwykle brzmi ,,ile to kosztuje?”.
Finanse z pewnością nie były problemem, kiedy rozpoczęły się prace nad jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów UNStudio – Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie. Początkowo przedstawicielstwo Mercedesa miało w planach budowę showroomu, ale van Berkel udowodnił, że luksusowy samochód zasługuje na prawdziwe muzeum, gdzie traktuje się go nie jako przedmiot na sprzedaż, ale wyjątkowy eksponat. Dynamiczny budynek jest częścią kompleksu Daimlera, a połyskliwe aluminiowe panele i szkło faktycznie przywodzą na myśl sportowy samochód. Muzeum, adekwatnie do swoich eksponatów, pozostaje „w ruchu”, na dziewięciu poziomach wystawy nie ma ani jednej prostej ściany, poziomej podłogi ani zamkniętego pomieszczenia. Pochylnie, po których przemieszczają się zwiedzający, tworzą w planie kształt trójlistnej koniczyny. W 2001 r., kiedy holenderscy architekci na drodze konkursu zostali ostatecznie wybrani do pracy nad projektem, standardowy plan muzeum zakładał jedną trasę zwiedzania. W Muzeum Mercedesa odwiedzający wyjeżdżają windą na najwyższą kondygnację, a zejście odbywa się dwoma różnymi ścieżkami. Pomysł zerwania z tradycyjnym układem i pozwolenie zwiedzającym na wybór własnej drogi okazał się przełomowym rozwiązaniem, później wielokrotnie kopiowanym przez innych architektów.